Blogowanie rozwija mnie na wielu płaszczyznach, choć czasami jestem oporna. Odwiedzając Wasze blogi zachwycam się wykonanymi pracami, czasami obiecywałam że też spróbuję i czas mijał a u mnie nic.
Aż w końcu nadszedł czas na działanie, zmobilizowana przez
Holly zrobiłam moje kartki świąteczne. Dla wielu z Was to nic wielkiego dla mnie schodek do samorozwoju.
Bardzo długo wzbraniałam się przed facebookiem, a dzięki mobilizacji koleżanki założyłam konto na potrzeby zamkniętej grupy.
Na razie dwie, ale są już pomysły na następne.
Nie wiem czy pamiętacie ale u nas w domku choinka jest ubrana w robótki szydełkowe. Wiszą na niej piękne ozdoby zrobione przez kilka dobrych kobietek część z wymianek za moje szyciowanki, część zakupiona, kilka podarowanych i ani jedna moja. W tym roku będzie inaczej. Zmobilizowana przez
Monikę chwyciłam po długiej przerwie szydełko w swą dłoń i zadziałałam, a raczej wydziergałam niciane śnieżynki. To u Moniki w zachwycie nad jej kreatywnymi pomysłami najczęściej zostawiałam komentarz, że też spróbuję. Moniko spróbowałam i wciągnęło mnie, dzięki.
Pierwsze nieudolne blokowanie przy usztywnianiu.
Z kłębuszka kordonka zrobiłam 35 śnieżynek. Starczy dla mnie i na upominki.
Wspaniale się je robi, ale usztywniania nie polubię.
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze i za odwiedziny.
Tola pojechała do wnusi i jest przytulana. Siostra Toli jest uszyta, ale śnieżynki wciągnęły mnie na maksa i bidulka ciągle czeka na sukienkę.
Życzę wszystkim słońca w sercu i życzliwości od spotkanych ludzi.
: )